Z liceów znika informatyka? To chyba jakiś żart…

PiS wpadło na pomysł ograniczenia zajęć z informatyki w szkołach – czytając o tego typu doniesieniach nasuwa mi się tylko jedna myśl: „Politycy najwyraźniej chcą „wychować” pokolenie „debilów”, ślepo głosujących na marionetki w sejmie.” Abstrahując kompletnie od polityki – jest to ostatni temat jaki chciałbym poruszać na tym blogu – skupmy się więc na konsekwencjach decyzji o ograniczeniu zajęć z informatyki w liceach.

Fot: Luke, CC0.

Fot: Luke, CC0.

Każdy pewnie wie jak wyglądała nauka informatyki w szkołach, ogólnie można odnieść wrażenie, że jest to przedmiot zbyt skomplikowany dla kadry nauczycielskiej, która nie ma kompetencji do prowadzenia tego typu zajęć. Na szczęście lata 2000 już dawno się skończyły i takich cyrków jakie opisywałem w artykule „Poziom nauczania informatyki w szkołach…” (2013 rok) praktycznie nie ma, ale… no właśnie, zawsze jest jakieś „ale”. Program nauczania dla tego przedmiotu jest całkowicie źle ułożony, w mojej ocenie uczniowie za dużo czasu poświęcają na poznanie konkretnej technologii (np. Pascala – co jest krótko mówiąc nieporozumieniem), a za mało na algorytmikę czy struktury danych. Przez tego typu błędy informatyka stała się przedmiotem „zastępczym” olewanym przez nauczycieli i uczniów, a to poważny błąd bo właśnie przez coś takiego będzie w Polsce wyrastało pokolenie cyfrowych analfabetów…

Plany obecnego rządu są proste – ograniczamy lekcje informatyki w liceach do jednej godziny tygodniowo tylko i wyłącznie w pierwszej klasie! Oznacza to, że w pozostałych latach nikt nie będzie zajmował sobie przecież tak cennego czasu na coś co według ministra edukacji nikomu nie będzie nigdy potrzebne.

Wróćmy jednak do tej jednej godziny lekcyjnej, która ma być poświęcona na naukę informatyki. Jak to w praktyce wygląda? Jak dobrze wiemy, to nigdy nie jest tak, że nauczyciel stoi pod drzwiami klasy i czeka na dzwonek, żeby punktualnie wejść do sali, zazwyczaj taka procedura trwa ok. 5 minut. Następnie uczniowie muszą się rozpakować, włączyć komputery, uruchomić potrzebne programy – kolejne 5 minut. Teraz pozostaje czas na podanie tematu zajęć, sprawdzenie obecności, podanie tematu ćwiczenia i wytłumaczenie o co chodzi – 10 minut. Z 45 minutowej godziny lekcyjnej robi się więc 25 minut! Co można w tak krótkim czasie zrobić? Powiedzmy sobie szczerze, nic…

Komuś jednak bardzo zależy na tym, żeby w Polsce wyrosło pokolenie cyfrowych analfabetów…

, , ,

  • MD

    Niby tak, ale z drugiej strony, musiałoby być z 5 godzin informatyki tygodniowo, aby cokolwiek zrobić z uczniami. Wydaje mi się, że powodem może być to, że ludzie i tak na kompach siedzą, a jak ktoś chce się uczyć programowania, to i tak poświęci na to 20h w tygodniu, a nie paręnaście minut na lekcji.

  • Laghnarr

    Moim skromnym zdaniem ta piękna dziedzina (jaką jest Informatyka) nie posiada takiej mocy, żeby sprawić, że zalążek typowego polaka (impertynenta, przedstawiciela „plebsu” na własne życzenie lub/i z własnego lenistwa, człowieka wierzącego w stereotypy i – wreszcie – powierzchownego) nagle przeszedłby rewolucję intelektualną i przestał być – jak to napisał (całkiem niegrzecznie) autor – „debilem”.
    Wydaje mi się, że to działa trochę w inną stronę: ludzie inteligentni z natury są zainteresowani takimi dziedzinami jak Informatyka, itp.